Szukaj na tym blogu

wtorek, 21 czerwca 2016

WPIS SPECJALNY. X - PLANTS: HERACLEUM.



 Roślina niebezpieczna. Czemu tak naprawdę trzeba jej unikać oraz jak sobie pomóc gdy nieszczęśliwe ‘użądli’ nas ta parząca roślina, a nie mamy dostępu do nowoczesnych środków medycznych.

Ale najpierw…

Barszcz Sosnowskiego został odkryty w 1772  roku na Kaukazie przez grupę rosyjskich badaczy, i nazwany na cześć Dymitra Sosnowskiego, botanika rosyjskiego. Sprowadzony do Polski w latach 60 tych ubiegłego wieku w celu upraw pod kiszonki dla bydła (ukiszone części roślin nie parzyły) ze względu na szybki przyrost i dużą biomasę. Jednak nasze mućki wypięły się na niego, a ponadto okazało się, że ich mięso
i mleko dostawało nieprzyjemnego anyżowego aromatu. Po kilku latach zarzucono uprawę w PGR – ach, ale barszcz już się u nas zadomowił. Łagodniejszy klimat, plenność oraz niezwykła wręcz odporność na wytępienie spowodowały, iż w wielu miejscach występuje masowo (szczególnie na terenach popegierowskich, np. w Beskidzie Niskim i Bieszczadach). Dorasta do 3m wysokości, wydaje
ok. kilkudziesięciu tysięcy nasion (!), parzą wszystkie części rośliny, nawet pyłek (ale muszą być spełnione określone warunki – upalny, bezwietrzny dzień, rozległa ‘plantacja’ oraz my zagubieni w samym jej środku). Posiada mniej zjadliwego kuzyna – barszcz Mantegazziego, pochodzącego z Syberii oraz naszego, całkiem przyjaznego kuzyna - barszcz zwyczajny.

Dlaczego parzy? Jego sok zawiera furanokumaryny, związki nieco lotne (dlatego można się też poparzyć nie dotykając go, w warunkach przechodzenia przez łan w upalny dzień), które wnikają do komórek skóry, następnie umiejscawiają się pomiędzy nićmi DNA i pod wpływem promieni UV powodują rozpad helisy,
a potem komórki. Jest rodzaj poparzenia chemicznego, do którego oprócz samej substancji wywołującej oparzenie potrzeba czynnika aktywującego czyli promieni UV (np. słonecznych). Dlatego też poparzenie nie wystąpi od razu jak przypadku termicznego, ale dopiero po jakimś czasie (liczonym w godzinach lub dniach, w zależności od karnacji i wrażliwości skóry). Oparzenie objawia się zaczerwieniem, opuchlizną, świądem oraz bąblami surowiczymi.


Barszcz Sosnowskiego (Heracleum Sosnovsky)


Został przeprowadzony eksperyment ‘pseudonaukowy’ (bez prób porównawczych) na własnej skórze. Jednakże pod nadzorem medycznym, 

dlatego nie polecam samodzielnie przeprowadzać takich prób (!).

Na zdjęciach widoczne jest efekt styku soku ze skórą oraz efekty leczenia prostymi preparatami – maścią
z korzeniem żywokostu i nagietka oraz przymoczkami z ziela nostrzyka.  

Przed poparzeniem.

Poparzenie po 2 dwóch dniach naświetlania słońcem

Leczenie, dzień II. Bąble zmniejszyły się.

Leczenie, Dzień III. Przez noc bąble znikły!


Leczenie, dzień IV. Zaczerwienie zmniejszyło się.
Leczenie, dzień VI. Nowe Życie. Na obszarze poparzenia naskórek zaczął się złuszczać. Oznacza to tworzenie nowej tkanki.


Leczenie, dzień IX. Organizm ‘doszlifowuje’ tkankę na brzegach byłej rany.
Leczenie, dzień XV. Odtworzenie tkanki skórnej, jednak prawdopodobnie pozostanie blizna…








Pół roku później. Ślad po oparzeniu ledwie widoczny…


Podsumowanie: Preparaty okazały się skuteczne, niemniej nie było porównania w działaniu standardowych medykamentów dostępnych w aptekach czy z przepisu lekarza. Dlatego ocena działania pozostaje subiektywna, jednak osobiście użyłbym ich powtórnie, bo zaskoczyła mnie szybkość działania na objawy poparzenia (reasorbcja bąbli), oraz mimo niespełnienia wymogów jałowości na poparzenia nie nastąpiło żadne nadkażenie rany.
Po dwóch tygodniach kuracji wyglądało na to, iż pozostanie ślad w postaci blizny i przebarwienia.
Jednakże, pół roku później okazało się, że ślad po oparzeniu jest ledwie widoczny, a nie były stosowane żadne maści czy to gotowe czy stworzone w tym celu – po prostu po zagojeniu pozostawiłem miejsce poparzone w spokoju.

Maść żywokostowo – nagietkowa:

Kawałek rozdrobnionego świeżego korzenia żywokostu wielkości naszego palca wskazującego oraz  garść płatków nagietka zalewamy roztopionym tłuszczem (najlepiej smalcem wieprzowym) w ilości takiej, aby przykryć składniki. Następnie ogrzewamy mieszankę na ogniu, umieszczając naczynie
z tłuszczem i roślinami w drugim, z wodą. Ogrzewamy przez ok. 3 godziny. Kolejno przecedzamy
i zostawiamy do wystygnięcia. Smarujemy 4-5 razy dziennie.  

Nagietek lekarski (Calendula officinalis)

Korzeń żywokostu













Przymoczek z ziela nostrzyka:

Garść świeżego ziela zalewamy wrzącą wodą, tak aby tylko przykryła ziele. Zostawiamy do wystudzenia. Następnie robimy okład z ziela z naparu, zawijając czymś ranę. Zmieniamy co kilka godzin, stosując kolejno za każdym razem świeże zioło.  

Stosujemy przemiennie maść i przymoczek.


Ziele nostrzyka

Obecnie barszcz jest w intensywnej fazie kwitnienia, co stanowi potencjalne zagrożenie dla osób wędrujących np. po Beskidzie Niskim lub Bieszczadach w tym czasie, gdzie na terenach popeegierowskich  nadal można natrafić na całe łany tej 'zemsty Stalina'. Podane metody leczenia mogą stanowić tymczasową pomoc w przypadku, gdy nie mamy możliwości szybkiego skorzystania z pomocy medycznej lub chociażby odwiedzenia apteki. 

2 komentarze:

  1. Czy taka maść pomaga też goić rany po zwykłych oparzeniach spowodowanych wysoką temperaturą? Na oparzenia stosowane też były kiedyś podobno okłady z dębowych galasów. Ciekawe czy w leczeniu oparzeń barszczem też byłyby skuteczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nawet takie jest jej podstawowe przeznaczenie ;) Natomiast co do galasów to istotnie były tak stosowane, zawierają duże ilości garbników (o właściwościach garbników wspominałem w filmiku: "Jak sobie pomóc przy oparzeniach w dziczy? Część 2." ;)sądzę, że mogłyby również być skuteczne nawet przy takim oparzeniu barszczem, na pewno w kwestii łagodzenia objawów ;)

      Usuń