Szukaj na tym blogu

wtorek, 28 czerwca 2016

Praktyczne warsztaty terenowe.

Terenowe i praktyczne warsztaty, które pomogą nauczyć się jak rozpoznawać potrzebne rośliny oraz jak sporządzać z nich proste preparaty na różne dolegliwości na szlaku i w dziczy.

Miejsce: Zawadka Rymanowska k. Dukli.  Mapa i dojazd: Tutaj 

Termin: 23 lipiec 2016
Start: 11:00

Ogólna tematyka warsztatów:
Ziołowe substytuty preparatów pierwszej pomocy w dolegliwościach:

  1. Ukąszenia przez owady;
  2. Urazy:
·         skaleczenia i krwawienia;
·         stłuczenia i siniaki;
·         otarcia, pęcherze;
·         opuchlizny, skręcenia.

  1. Oparzenia słoneczne i termiczne;
  2. Zatrucia pokarmowe i biegunki;
  3. Wzrok;
  4. Przeziębienie i bóle mięśniowe;
  5. Higiena  ciała i jamy ustnej;
  6. Dysfunkcje kobiece.

Dodatkowo nauka wykonania pokazowych prostych preparatów typu odwarów, naparów, maści, które mogą zastąpić gotowe medykamenty z naszej apteczki (sposób przyrządzenia, proporcje,  zapoznanie  się
z barwą, zapachem, smakiem gotowego preparatu, w celu weryfikacji siły działania i dostosowania do potrzeby).

Plan zajęć (1 dnień):

a) 11:00 - 12:30 (13:00): spacer terenowy;
b) 13:00 - 15:00: przerwa obiadowa (lub na orzeźwiającą kąpiel w pobliskiej rzecze ;);
c) 15:00 - 17:00: wykład teoretyczny o miarach oraz pokazowe wykonanie prostych preparatów.

W sumie 3,5 godziny intensywnego wkręcania się w Zielone ;)

Istnieje możliwość przyjazdu już w piątek wieczorem (o każdej porze, nawet późną nocą) oraz noclegu
w miejscu warsztatów:




Położenie chyży


Nocleg w warunkach turystycznych, na kojach z materacami, wymagany własny śpiwór. Wyżywienie we własnym zakresie (jest dostęp do kuchni gazowej w chałupie oraz do lodówki, a w pobliskiej Dukli jest możliwość zjedzenia obiadu).

Koszt: 30 zł/osobę (nie wliczony nocleg).

Wpłat można dokonywać na konto: 50 1020 5558 1111 1523 0160 0096
 RSO Wojciech Jemioła
ul. Graniczna 1 
38-100 Strzyżów

Zapisy mailowo na adres: wkreconywzielone@gmail.com

lub przed zajęciami w dniu warsztatów ;)

Uwagi na koniec:

Prowadzący bierze odpowiedzialność za właściwe oznaczenie gatunków roślin. Gatunki przedstawione na warsztatach będą jednymi z pospolitszych i łatwymi do znalezienia nie tylko
w Polsce, czy Europie, ale i np. na tej samej szerokości geograficznej na świecie;]

Nie bierze jednak odpowiedzialności za indywidualne nietypowe reakcje alergiczne. (podczas próbowania naparów, odwarów, użycia bezpośrednio na skórę świeżych części roślin).


 Wszelkie pytania :  Wkręcony w Zielone

wtorek, 21 czerwca 2016

WPIS SPECJALNY. X - PLANTS: HERACLEUM.



 Roślina niebezpieczna. Czemu tak naprawdę trzeba jej unikać oraz jak sobie pomóc gdy nieszczęśliwe ‘użądli’ nas ta parząca roślina, a nie mamy dostępu do nowoczesnych środków medycznych.

Ale najpierw…

Barszcz Sosnowskiego został odkryty w 1772  roku na Kaukazie przez grupę rosyjskich badaczy, i nazwany na cześć Dymitra Sosnowskiego, botanika rosyjskiego. Sprowadzony do Polski w latach 60 tych ubiegłego wieku w celu upraw pod kiszonki dla bydła (ukiszone części roślin nie parzyły) ze względu na szybki przyrost i dużą biomasę. Jednak nasze mućki wypięły się na niego, a ponadto okazało się, że ich mięso
i mleko dostawało nieprzyjemnego anyżowego aromatu. Po kilku latach zarzucono uprawę w PGR – ach, ale barszcz już się u nas zadomowił. Łagodniejszy klimat, plenność oraz niezwykła wręcz odporność na wytępienie spowodowały, iż w wielu miejscach występuje masowo (szczególnie na terenach popegierowskich, np. w Beskidzie Niskim i Bieszczadach). Dorasta do 3m wysokości, wydaje
ok. kilkudziesięciu tysięcy nasion (!), parzą wszystkie części rośliny, nawet pyłek (ale muszą być spełnione określone warunki – upalny, bezwietrzny dzień, rozległa ‘plantacja’ oraz my zagubieni w samym jej środku). Posiada mniej zjadliwego kuzyna – barszcz Mantegazziego, pochodzącego z Syberii oraz naszego, całkiem przyjaznego kuzyna - barszcz zwyczajny.

Dlaczego parzy? Jego sok zawiera furanokumaryny, związki nieco lotne (dlatego można się też poparzyć nie dotykając go, w warunkach przechodzenia przez łan w upalny dzień), które wnikają do komórek skóry, następnie umiejscawiają się pomiędzy nićmi DNA i pod wpływem promieni UV powodują rozpad helisy,
a potem komórki. Jest rodzaj poparzenia chemicznego, do którego oprócz samej substancji wywołującej oparzenie potrzeba czynnika aktywującego czyli promieni UV (np. słonecznych). Dlatego też poparzenie nie wystąpi od razu jak przypadku termicznego, ale dopiero po jakimś czasie (liczonym w godzinach lub dniach, w zależności od karnacji i wrażliwości skóry). Oparzenie objawia się zaczerwieniem, opuchlizną, świądem oraz bąblami surowiczymi.


Barszcz Sosnowskiego (Heracleum Sosnovsky)


Został przeprowadzony eksperyment ‘pseudonaukowy’ (bez prób porównawczych) na własnej skórze. Jednakże pod nadzorem medycznym, 

dlatego nie polecam samodzielnie przeprowadzać takich prób (!).

Na zdjęciach widoczne jest efekt styku soku ze skórą oraz efekty leczenia prostymi preparatami – maścią
z korzeniem żywokostu i nagietka oraz przymoczkami z ziela nostrzyka.  

Przed poparzeniem.

Poparzenie po 2 dwóch dniach naświetlania słońcem

Leczenie, dzień II. Bąble zmniejszyły się.

Leczenie, Dzień III. Przez noc bąble znikły!


Leczenie, dzień IV. Zaczerwienie zmniejszyło się.
Leczenie, dzień VI. Nowe Życie. Na obszarze poparzenia naskórek zaczął się złuszczać. Oznacza to tworzenie nowej tkanki.


Leczenie, dzień IX. Organizm ‘doszlifowuje’ tkankę na brzegach byłej rany.
Leczenie, dzień XV. Odtworzenie tkanki skórnej, jednak prawdopodobnie pozostanie blizna…








Pół roku później. Ślad po oparzeniu ledwie widoczny…


Podsumowanie: Preparaty okazały się skuteczne, niemniej nie było porównania w działaniu standardowych medykamentów dostępnych w aptekach czy z przepisu lekarza. Dlatego ocena działania pozostaje subiektywna, jednak osobiście użyłbym ich powtórnie, bo zaskoczyła mnie szybkość działania na objawy poparzenia (reasorbcja bąbli), oraz mimo niespełnienia wymogów jałowości na poparzenia nie nastąpiło żadne nadkażenie rany.
Po dwóch tygodniach kuracji wyglądało na to, iż pozostanie ślad w postaci blizny i przebarwienia.
Jednakże, pół roku później okazało się, że ślad po oparzeniu jest ledwie widoczny, a nie były stosowane żadne maści czy to gotowe czy stworzone w tym celu – po prostu po zagojeniu pozostawiłem miejsce poparzone w spokoju.

Maść żywokostowo – nagietkowa:

Kawałek rozdrobnionego świeżego korzenia żywokostu wielkości naszego palca wskazującego oraz  garść płatków nagietka zalewamy roztopionym tłuszczem (najlepiej smalcem wieprzowym) w ilości takiej, aby przykryć składniki. Następnie ogrzewamy mieszankę na ogniu, umieszczając naczynie
z tłuszczem i roślinami w drugim, z wodą. Ogrzewamy przez ok. 3 godziny. Kolejno przecedzamy
i zostawiamy do wystygnięcia. Smarujemy 4-5 razy dziennie.  

Nagietek lekarski (Calendula officinalis)

Korzeń żywokostu













Przymoczek z ziela nostrzyka:

Garść świeżego ziela zalewamy wrzącą wodą, tak aby tylko przykryła ziele. Zostawiamy do wystudzenia. Następnie robimy okład z ziela z naparu, zawijając czymś ranę. Zmieniamy co kilka godzin, stosując kolejno za każdym razem świeże zioło.  

Stosujemy przemiennie maść i przymoczek.


Ziele nostrzyka

Obecnie barszcz jest w intensywnej fazie kwitnienia, co stanowi potencjalne zagrożenie dla osób wędrujących np. po Beskidzie Niskim lub Bieszczadach w tym czasie, gdzie na terenach popeegierowskich  nadal można natrafić na całe łany tej 'zemsty Stalina'. Podane metody leczenia mogą stanowić tymczasową pomoc w przypadku, gdy nie mamy możliwości szybkiego skorzystania z pomocy medycznej lub chociażby odwiedzenia apteki. 

wtorek, 17 maja 2016

„Uważaj pod nogi! Tam mogą być badyle!... …użyteczne badyle!”

Rośliny fascynują. Fascynacja roślinami staje się tym większa, im bardziej odkrywamy i poznajemy życie tych niesamowitych organizmów. Organizmów, które wydają się kruche, uległe wobec człowieka, a jednak cechuje je niezwykła wręcz możliwość przystosowania i zdolność do przetrwania. A rośliny są w tym mistrzami.

Magnolia - zachwyciła niezwykłą żywotnością nasion -
wykiełkowały po kilku tysiącach lat! 
 Zdolne są przetrwać na najbardziej niegościnnych terenach na Ziemi, od stref polarnych po wysuszone pustynie. Potrafią przyczaić się w nasionach nawet kilka tysięcy lat i potem jakby nigdy nic wyrosnąć jako piękne drzewo. Potrafią przystosować się do niekorzystnych warunków tak dalece, że nawet stają się zabójcami innych stworzeń. A nawet przetrwać wybuch bomby atomowej. Ale na tym przecież polega sztuka przetrwania – na adaptacji do warunków w jakich się właśnie znajdujemy poprzez niekonwencjonalne wykorzystanie tego co mamy pod ręką (lub nogą).


Wchodząc do lasu, idąc przez łąkę, pole, pastwisko, brodząc w bagnie – jednym słowem depcząc po drodze zielsko i badyle – czy zastanawialiśmy się kiedyś, ile z nich może pomóc w krytycznej sytuacji, podczas walki o przetrwanie? W jaki łatwy, szybki sposób wykorzystać nie tylko ich właściwości odżywcze, ale także niewątpliwe przymioty lecznicze? I w jaki sposób w warunkach terenowych sporządzić preparat, który może być alternatywą dla tabletki, maści, antybiotyku?


Przyjrzyjmy się dla przykładu jednej z najpospolitszych roślin na naszym globie, występującej od stref tropikalnych po arktyczne – babce lancetowatej. Konwencjonalna medycyna określa ją jako lek na kaszel oraz środek przeciwzapalny przy schorzeniach gardła. Jednak ta roślinka posiada na tyle bogaty skład, że spróbujmy wykorzystać ją na inne, mniej tradycyjne, oryginalne sposoby.
Zgnieciona i przyłożona do rany stanowi w jednym tampon hamujący krwawienie, środek odkażający i plaster. W takiej samej formie może być użyta jako środek przeciwzapalny w oparzeniach, zapaleniu spojówek, czy złagodzeniu ukąszenia, poparzenia przez pokrzywę. Zaparzona - przy dolegliwościach żołądkowych, wymiotach. Żuta - w stanach zapalnych i krwawieniach z dziąseł.  A nawet jako substytut tamponu do zębodołu po przymusowej ekstrakcji zęba w dziczy.







Wiele jest takich przykładów roślinnych remediów. Podobnie jak wykorzystujemy jeden nóż na wielorakie sposoby, tak samo możemy poczynić to z danym zielem.  Dzięki temu znane od dawna rośliny znów potrafią zaskoczyć i na nowo fascynować.     

Jeśli równie mocno fascynują Was pospolite rośliny o niepospolitych właściwościach zapraszam na 
I Ogólnopolski Festiwal Zielarski w Łagowie, gdzie odbędą się prelekcje oraz warsztaty związane z tematyką bloga oraz kanału na YouTube ;) 

Łagów, 11 czerwiec 2016. 

http://festiwalzielarski.pl/

https://www.facebook.com/events/1593511297633491/